Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Śniadanie mistrzów - film a książka
Śniadanie mistrzów,
reż. Alan Rudolph, występują: Bruce Willis, Albert Finney, Nick Nolte, Barbara Hershey, Glenne Headly, Lukas Haas, Omar Epps wyprodukowane przez: Hollywood Pictures & Flying Heart Films

Na okładce książki Kurta Vonnegut "Śniadanie mistrzów" widnieje motto:
"Czasem, żeby zachować zdrowy rozsadek, podpada się w obłęd..."
Jeśli chodzi o film pod tym samym tytułem w reżyserii Alana Rudolpha, to motto powinno zostać zmodyfikowane:
"Na wszelki wypadek, żeby cię jasna krew nie zalała, zapomnij o książce Vonneguta..."

Bo i rzeczywiście, nikt nikomu nie obiecuje, że film jest ekranizacją bestsellera Vonneguta. Aby w miarę jak najprecyzyjniej pokazać różnice między dwoma "śniadaniami" przytoczę dwie notki:

- z okładki książki:
"Podstarzały pisarz Kilgore Trout (jedna z ulubionych postaci Vonneguta) z przerażeniem odkrywa, ze pewien handlarz samochodami ze Środkowego Zachodu odbiera jego fikcję literacką jako prawdę... Czytelnik otrzymuje przezabawną satyrę, której autor, rozprawiając na temat wojny, seksu, rasizmu, sukcesu, polityki czy skażenia środowiska naturalnego, przypomina, jak należy postrzegać prawdę ... "Śniadanie mistrzów" uważane jest przez wielu za najlepszą książkę Vonneguta - autora, który zdaniem Grahama Greene'a jest 'jednym z najwybitniejszych wspolczesnych pisarzy Ameryki.'"

- i z obwoluty kasety video:
"Jest to komedia o człowieku, który ma problemy z pozbieraniem swego życia do kupy! Milioner, sprzedawca samochodów, który dowodzi największą siedzibą sprzedaży samochodów w Midland City, Dwayne Hoover jest osobą uznaną, kochaną, osobą której wszyscy bezgranicznie ufają. Aż nagle, pewnego dnia, budzi się i zdaje sobie sprawę z tego, że jego życie jest w proszku! Ale miotając się między migrenami powodowanymi zachowaniem jego żony - lekomanki, kochanki, która nie daje mu spokoju i managera transwestyty, Dwayne wybrał fatalny tydzień na swój kryzys wieku średniego!... Ta histerycznie śmieszna komedia i jej nieprawdopodobna obsada gwiazdorska rozśmieszy Cię do łez podczas gdy Dwayne będzie się starał pozostać przy zdrowych zmysłach" [tłum. Aśka Iwanicka]

O ile streszczenie książki uważam za zbyt uproszczone, zaś fiszkę reklamową filmu za zbyt entuzjastyczną, to jednak różnica w treści tych dwóch notek doskonale oddaje stosunek wierności obrazu kinowego do wersji książkowej.

Niewątpliwie film ma swoje dobre strony. Sama zawdzięczam mu moje zainteresowanie dziełami Vonneguta, jako że fabuła i realizacja filmu wydala mi się być tak niekonwencjonalna, ze sięgnęłam do źródła literackiego... a później... lawina kolejnych książek potoczyła się jako ta lawina w górach.

I nie chce też być tu zbyt krytyczna w stosunku do twórcy scenariusza, Alana Rudolpha. Wziął on książkę w swoje ręce i zrobił to, do czego każdy czytelnik jest upoważniony - zinterpretował ja. Powołam się tu na słowa artysty Rabo Karabekiana, który mówiąc o swym obrazie stwierdził "Ten obraz nie istniał, dopóki go nie stworzyłem... Teraz, kiedy już istnieje, nic nie sprawiłoby mi większej przyjemności, niż gdyby wszystkie pięciolatki w mieście zaczęły go kopiować i ulepszać. Pragnąłbym, żeby wasze dzieci łatwo i wśród zabawy znalazły to, czego ja szukałem przez wiele trudnych lat." (Śniadanie mistrzów 192).

Pojawia się jednak tylko pytanie: czy Rudolph aby na pewno ulepszył dzieło mistrza? Czy znalazł i przekazał nam coś odkrywczego???

Uważam, ze film jest niewątpliwie nowatorski jeśli chodzi o efekty wizualne i jego wartość estetyczną. Można powiedzieć "iście vonnegutowska" forma prezentowania pomysłów - z użyciem rysunków samego pisarza, jego skrótów myślowych i stosowania elementów filmów kreskówkowych - wprowadza nas w troszkę inny wymiar, inną wrażliwość i nadaje ciut przekrzywiony punkt widzenia na świat, który być może jest tym jednym właściwym sposobem jego postrzegania.

Dlaczego jednak, nie udało się Rudolphowi przekazać całej kwintesencji myśli Vonneguta? Myślę, że każdy, kto podjąłby się realizacji "Śniadania Mistrzów" znalazłby się w podobnym potrzasku - powiedzieć prawdę czy odnieść sukces kasowy? być dosłownym czy politycznie poprawnym?... Rudolph wybrał to drugie, niestety, w obu przypadkach. Poza tym, zdaje mi się, że trudno jest Amerykaninowi, finansowanemu przez Amerykańskie Hollywood (bo cóż może być bardziej Amerykańskie niż Hollywood?) zrealizować film tak antyamerykański jak to Vonnegut nakazuje. Dlatego też, Rudolph przemilcza krytyczne uwagi dotyczące rasizmu (wciąż obecnego w świadomości Amerykanów), czy też zupełnie ignoruje, tak intrygujący w dziele Vonneguta, stosunek stwórcy do swego stworzenia (mam tu na myśli postać samego Vonneguta wkraczającego na plan akcji przez siebie wymyślonej powieści). Rudolph postanowił pójść po linii najmniejszego oporu i stworzyć historyjkę o czymś, co "konsumenckie tygryski lubią najbardziej" - małżeństwie, zdradzie, kolorowych rajskich ptakach transwestytyzmu i o ich bujnym życiu erotycznym, o zagubionych dzieciach-buntownikach, a wszystko to uwieńczył umiarkowanie szczęśliwym happy-endem.

Dlatego też, polecałabym obejrzenie tego filmu przed przeczytaniem książki, gdyż zupełne wymazanie jej sobie z pamięci podczas seansu jest prawie niemożliwe. Dopiero wtedy oglądane obrazy mogą nas bawić (o ile nie zmęczą nas irytujące dźwięki hawajskopodobne i widok spoconego miotanego chorobą szaleńca) i wprowadzić nas w postrzeganie rzeczywistości a'la Vonnegut. Film ten nie może być jednak substytutem za lekturę powieści. Może być co najwyżej trampoliną do poznania geniuszu KV, gdyż z chwilą przeczytania jego książki, ukazuje się przed nami pajęczyna skojarzeń, komentarzy i opisów, które są nieodzowne dla stylu pisarza, a których w filmie, przynajmniej Rudolphowi, ukazać się nie udało.


            Aśka Iwanicka

Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.
Strona Główna   Powrót