Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Reźnia numer pięć (recenzja)


Całkowity tytuł powieści brzmi:

Napisał Kurt Vonnegut Jr. Amerykanin pochodzenia niemieckiego
w czwartym pokoleniu,
który obecnie żyje w dobrych warunkach na półwyspie Cod
i pali zbyt dużo papierosów,
a kiedyś jako zwiadowca amerykańskiej piechoty, Hors De Combat został wzięty do niewoli i był świadkiem bombardowania Drezna, zwanego dawniej "Florencją Nad Łabą", i przeżył, aby opowiedzieć to, co widział. Powieśc przypomina nieco Telegraficzno-Schizofreniczne utwory Tralfamadorii, planety, z której przylatują latające talerze. Pokój z Wami
.

Rzeźnia numer pięć
czyli krucjata dziecięca
czyli obowiązkowy taniec ze śmiercią
.

To był mój pierwszy raz. Czuję się, jakbym pisał list do "Bravo" i dzielił się z innymi nastolatkami swoimi doznaniami. Nie jestem nastolatką. Jestem dwudziestosześciolatkiem. Pozostawię "mój pierwszy raz" okryty mgłą tajemnicy. Nie będzie ani słowa o tym, co przeżyłem, czytając pierwszą w swoim życiu książkę Vonneguta, jak oceniam to z perspektywy czasu, po zdobyciu większego bagażu doświadczeń. Nie będę ekshibicjonistą. Wolę dokonać wiwisekcji. Dlatego "Rzeźnia numer pięć" zostanie omówiona w sposób pozbawiony sentymentalizmu, wspomnień i patosu. Spróbuję napisać recenzję. Może kogoś to interesuje ?

"Rzeźnia numer pięć" to powieść o wojnie. Kurt Vonnegut to pisarz, którego wsadzono do szuflady z etykietką "Science Fiction". "Rzeźnia numer pięć" Kurta Vonneguta to powieść o wojnie napisana w konwencji Science Fiction. Dobry pomysł. To tak jakby napisać podręcznik do matematyki w konwencji zbioru sonetów francuskich. Niech ktoś spróbuje. Zwłaszcza ten, kto sądzi, że podobny zabieg posłużył Vonnegutowi wyłącznie do udowodnienia własnej ekstrawagancji i oryginalności. Napisanie wspomnianego podręcznika do matematyki jest możliwe, ale po co ? Czy wniesie on coś nowego do dydaktyki nauczania tego przedmiotu ? Nie sądzę. A "Rzeźnia..." wnosi. Chaotyczny sposób uporządkowania materiału, podróże w czasie i przestrzeni, wspomnienia, rzeczywistość, brak logicznego uporządkowania czasowego rozwoju akcji... Tak wygląda psychika człowieka, który przeżył wojnę i wspomina ją. Tak wspominał wojnę choćby Tadeusz Różewicz. Przypomnijmy sobie jego "Kartotekę" czy "Ocalonego". Porównajmy pierwsze słowa tego ostatniego utworu i pierwsze słowa "Rzeźni":

Mam dwadzieścia cztery lata
Ocalałem
Prowadzony na rzeź

i

Wszystko zdarzyło się mniej więcej naprawdę. W każdym razie wszystko to, co dotyczy wojny.

Obydwaj bohaterowie wyraźnie zaznaczają czynny udział w opisywanych zdarzeniach. To, co następuje potem, w pełni uzasadnia sposób, w jaki o tym mówią. Obydwaj dają także autentyczny dowód okrucieństwa wojny. Obraz, który przedstawiają daleki jest od tego, jaki znamy z filmów o czterech pancernych, czy z radzieckich filmów wojennych. Bohaterowie giną tu naprawdę, śmierć naprawdę jest okrutna (jakże brutalnie brzmią wówczas słowa, które, jak refren, komentują każdą z nich - "Zdarza się"), jeńcy przebywają w uwłaczających warunkach, mają potrzeby fizjologiczne itp. Obraz jest tym straszniejszy, że tak bohaterowie często są jeszcze dziećmi, co Vonnegut bardzo wyraźnie podkreśla w opisach. Nie jest to przypadek, bo w pierwszym rozdziale wyraźnie mówi, że jeżeli powstanie film na podstawie taj powieści, to "nie będzie w nim miejsca dla Franka Sinatry i Johna Wayne'a". Podtytuł "Krucjata Dziecięca" także nie pozostawia cienia wątpliwości. Nie pozostawia też wątpliwości, jak niewielka odległość dzieli człowieka współczesnego od średniowiecznego, gotowego wysyłać dzieci na śmierć w imię "chlubnych" idei.
Kontakt z utworami tymi i podobnymi zmienia sposób postrzegania wojny. Trudno po takim doświadczeniu czytelniczym wyobrażać sobie oddziały dzielnych żołnierzy, wyruszających na bitwę w obronie dobra, ubranych w wyprasowane mundury, ginących z uśmiechem na ustach. Nie można cierpieć z uśmiechem.

*

Wróćmy na początek. Vonnegut napisał książkę SF o wojnie. Książka opisuje zdarzenia, które zdarzyły się "mniej więcej naprawdę". Co więcej, pierwszy rozdział jest autentycznym zapisem procesu powstawania utworu, a jednak stawia przed czytelnikiem wiele zagadek. O ile wiadomo, że biernie uczestnictwo w nalotach na Drezno, podróż do tego miasta już po wojnie, sfinansowanie jej przez stowarzyszenie Guggenheima i wiele innych faktów, pokrywa się z rzeczywistymi elementami życiorysu Vonneguta, o tyle wiele elementów pozostaje dla przeciętnego czytelnika zagadkowymi. Niemniej jednak pierwszy rozdział tworzy silne wrażenie autentyczności. Ciekawe jest również, że nie jest on wyraźnie wyodrębniony jako wstęp. Stanowi jeden z rozdziałów całej powieści. Dlatego tym bardziej wszystko zlewa się w jeden ciąg. Cała powieść zaś zlewa się w jedną całość z całym dorobkiem pisarskim Vonneguta. Po raz kolejny pojawiają się znani z wcześniejszych powieści bohaterowie, miejsca, zdarzenia. Jest tu Eliot Rosewater, Howard W. Campbell i naturalnie Kilgore Trout, główny bohater mieszka w Ilium... to wszystko sprawia, że twórczość Vonneguta jest bardzo bliska mojemu sposobowi postrzegania literackiego świata, gdzie obok siebie żyją Rodion Raskolnikow, Hamlet, Kubuś Puchatek i Billy Pilgrim. Problem w tym, jak często przecinają się ich drogi. Vonnegut sprawia, że mieszkańcy jego świata spotykają się nad wyraz często. I tak Howard W. Campbell, główny bohater Matki Noc, w Rzeźni numer pięć gra epizodyczną rolę i spotyka Billego, który kilkadziesiąt lat później spotyka Trouta i tak dalej. Podobne analogie można mnożyć.

*

Pora na krótką podróż na Tralfamadorię. Pomysł ze wszech miar interesujący. Napisałem już dość ogólnikowo, że wojaże Billego nadają "Rzeźni..." bardzo chaotyczny charakter, co pozwala w pewnym stopniu wczuć się w psychikę człowieka, który przeżył piekło. Takie potraktowanie sprawy nie wyczerpuje jednak zagadnienia do końca. Warto zwrócić uwagę na tak akcent biograficzny, który jest tak istotny w twórczości Vonneguta. Czy i tutaj nie można by się doszukać pewnych miejsc wspólnych ?
Naturalnie nie mam zamiaru sugerować, że Kurt Vonnegut w dzieciństwie został porwany przez UFO i połączył to zdarzenie z przezyciami z Drezna. Wydaje mi sie, że warto byłoby zwrócić bardziej baczną uwagę na sposób operowania czasem. Billy Pilgrim w jednej chwili znajduje się w pojeździe przybyszów z Kosmosu, by po kilku sekundach znaleźć się w obskurnym wagonie wraz z innymi współwięźniami (sceny są mistrzowsko ze soba połączone). Warto w tym momencie przypomieć, że napisanie "Rzeźni numer pięć" zostało poprzedzone wizytą w Dreźnie. Czy muszę wobec powyższego rekonstruować psychikę pisarza ? W jednej chwili jadącego taksówką do rzeźni w której spędził kilka strasznych miesięcy, a po chwili przemierzającego odchłanie własnej pamięci, widzącego spalone ciała i siebie samego wygrzebującego je spod gruzu. Z pewnością nie jest też przypadkowe tak częste w pierwszym rozdziale przywoływanie obrazu Drezna odbudowanego. Jakże silnie kontrastuje ono z ruinami, ukazanymi w dalszej części książki.
Powieść można więc rozpatrywać w kategoriach wehikułu czasu, który Vonnegut skonstruował z własnych doświadczeń, na własnym warsztacie pisarskim, na własne konto, za pieniądze fundacji Guggenhim.

*

To się nazywa interes.


Krzysztof Sucherek,
sobota, 4 września 1999


Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót