Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
NIedziela palmowa (recenzja)


W czasie, kiedy zaczynałem zbierać materiały do zrekonstruowania biografii Kurta Vonneguta, źródła z których mogłem skorzystać były dość ubogie. Kilka archiwalnych amerykańskich stron WWW, notki biograficzne na skrzydełkach okładek i to wszystko. Na szczęście wśród oficjalnie wydanych jego książek znalazła się Niedziela Palmowa, która bardzo pomogła mi przy weryfikowaniu pewnych faktów z życia jej autora. Dlatego też jest ona pierwszą recenzowaną przeze mnie jego książką. Ani nie żywię do niej specjalnego sentymentu, ani też nie miała ona najmniejszego wpływu na relację Sucherek - Vonnegut. Jej jedyną zasługą jest to, że w dużej mierze pomogła mi przy tworzeniu niniejszej strony. Mam ją więc świezo w pamięci.
Po takich słowach można by pomyśleć, że książka, którą w ten sposób opisuje miłośnik jej twórcy, musi być diablo nudna. Nic bardziej błędnego. Nie twierdzę, że jest to bezwartościowy towar, który Vonnegut wydał tylko i wyłącznie dla podreperowania stanu konta (choć nie wierzę, że wydał go tylko i wyłącznie z pobudek idealistycznych). Nie można przejść nad nią do porządku dziennego nie tylko dlatego, że ma ona duże walory poznawcze dla zainteresowanych sylwetką tego pisarza, ale także z powodu wielu innych walorów.
Bez wątpienia jej najwiekszą zaletą jest oryginalność. Przede wszystkim na uwagę zasługuje pomysł napisania swej biografii własnoręcznie. Niewielu potrafiłoby się zdobyć na podobny gest. Gest tyleż znakomity, co niebezpieczny. Pisząc podobną książkę, każdy pisarz naraża się na masę zarzutów, a to o wyczerpanie sił twórczych, a to o zarozumiałość. Zresztą ostatni zarzut uzasadniałyby pierwsze słowa wstępu. "To wspaniała książka napisana przez amerykańskiego geniusza". Uzasadniłby, gdyby ich autorem nie był Vonnegut ze swoją słynna ironią. Te słowa wydają się mówić potencjalnym krytykom: "Będziecie pisać, że jestem zarozumiały ? A pewnie !". Już starożytni wiedzieli, że najlepszą obroną jest atak.
Drugą wielką zasługą tego pomysłu jest wytyczenie drogi nowej formie literackiej. Nowej, bo nie jest to z pewnością ani pamiętnik, ani zbiór esejów, ani tym bardziej powieść. Vonnegut nazwał to autobiograficznym kolażem.
Nic dodać nic ująć.
Na upartego można by powiedzieć, że jest to coś pomiędzy pamiętnikiem, a zbiorem esejów, jednak w jaki sposób wytłumaczyć obecność dość obszernych fragmentów "sagi rodu Vonnegutów", czy wywiadu przeprowadzonego ze samym sobą ? Mozna by użyć też staropolskiego określenia "groch z kapustą", jednak byłoby to zdecydowanie mylące. Niedziela Palmowa nie jest tak ciężko strawna. Przeciwnie. Czyta się ją bardzo lekko i można wyobrazić sobie, że uczestniczy się w cyklu spotkań z pisarzem, z których każde ma pewien określony temat. Poważny temat. Wśród nich obok siebie znajdują się historia rodu Vonnegutów, rozważania na temat Pierwszej Poprawki (dla niezorientowanych: dotyczącej wolności słowa), o sensie tworzenia, o Dreźnie, o Marku Twainie, o religii.
Oczywiście nie mogło zabraknąć miejsca także dla, nazwijmy to umownie "fikcjonalnej" twórczości Vonneguta. W tym tomie jest ona reprezentowana przez sztukę teatralną Jekyll i Hyde - wersja zaktualizowana, oraz przez nowelę Wielkie Kosmiczne Pierdolenie.
Tej ostatniej poświęcę kilka słów, bo uważam, że jest to niebanalny utwór, poruszający ważne problemy, a prowokacyjny tytuł może nieco zafałszowywać jego obraz. Co jest więc jego siłą ? Jak to zwykle u Vonneguta bywa - pomysł. Treść nowelki jest krótka - życie na Ziemi chyli się ku końcowi, ludzkość tonie w zanieczyszczeniach, środowisko jest zniszczone. Dlatego wielcy tego świata postanawiają wysłać na Andromedę rakietę wypełnioną spermą, która pozwoli przetrwać życiu ludzkiemu. Wszystko jest przygotowane, rozpoczyna się odliczanie czasu pozostałego do wystrzelenia rakiety i okazuje się, że rzeczywiście jest to ostatni dzwonek, bo przyroda sama przystępuje do destrukcji. W rytmie odliczania czasu pozostałego do wystrzelenia rakiety, spustoszenie wsród ludzi sieją minogi, które miały już dość swego zanieczyszonego środowiska. Koniec.
Pozornie jedno z wielu opowiadań z cyklu "Ratujmy Ziemię przed zanieczyszczeniem", jednak treści nowelki nie można zbanalizować do odtworzenia zasadniczej fabuły (chociaż ona także nie jest tylko tłem). Obok niej Vonnegut wplata jeszcze jeden wążny wątek. W tym ogólnym rozprężeniu, do statystycznego małżeństwa amerykańskiego przychodzi szeryf i wręcza im pozew sądowy, który złożyła ich własna córka (Wanda June !!!). Zarzuca w nim swoim rodzicom zrujnowanie życia w dzieciństwie, poprzez stosowanie niewłaściwych metod wychowawczych, pustoszących psychikę dziecka. Tym samym okazuje się, że panuje wówczas prawo, pozwalające dzieciom, które weszły w konflikt z prawem uniknąć kary, jeżeli udowodnią sądowi, że to co zrobiły, wynika z zaniedbań, których doświadczyły w dzieciństwie. Winą zostają wówczas obciążeni rodzice. Pozorny absurd. Czy aby na pewno ? Chyba już nikt nie kwestionuje dziś tego, że najwięksi zbrodniarze początek swych dewiacji "zawdzięczają" zniszczonemu dzieciństwu. Nie będę się jednak zagłębiał w kwestie odpowiedzialności, moralności i innych aspektów życia ludzkiego. Zainteresowanych problemem odsyłam do "Niedzieli Palmowej". W tym miejscu sygnalizuję wyłącznie wagę nowelki.
Na zakończenie zostawiam sobie najsmakowitszy kąsek. Jest w "Niedzieli Palmowej" fragment, za który jestem Vonneguowi szczególnie wdzięczny. Być w tej chwili może tracę do niego dystans (jest to przemówienie zatytułowane "Fabryka Makaronu"), ale zrobił on na mnie wielkie wrażenie i pozwolił mi zrozumieć "dlaczego ?". Dlaczego czytanie było najważniejszą czynnością jaką nabyłem w życiu (zaraz potem znajduje się kurs języka HTML ;-) ) ? Dlaczego po zdaniu matury moimi pierwszymi słowami nie było "Przynajmniej przez siedem lat i cztery miesiące nie wezmę książki do rąk" ? Dlaczego dobrze się bawiłem pisząc pracę magisterską ? Dlaczego dobrze się bawię pisząc tę stronę ? Odpowiedź jest prosta. Jestem miłośnikiem makaronu. Aby to zrozumieć, musiałem przeczytać przemówienie zaserwowane przez Vonneguta słuchaczom Connecticut College w dniu otwarcia nowej biblioteki. Zaczyna się niewinnie. Wariacje na temat twórczości nowoczesnego malarstwa, niedoskonałości języka, medytacji transcendentalnej, by w końcu dotrzeć do istoty problemu - prawdziwego źródła medytacji, którego może dostarczyć wyłącznie kontakt ze slowem pisanym. Znajdziemy tu wiele odpowiedzi: jakie dzieła w historii światowej literatury przyniosły ludzkości więcej oczyszczenia, niż najwymyślniejsze mantry, jak duży dystans dzieli kino od literatury, a przede wszystkim dlaczego książka jest tym, co Tygryski lubią najbardziej ? Oprócz tego, problemy teorii literatury, na których rozwiązanie Roman Ingarden potrzebował kilkudziesięciu stron erudycyjnego wykładu - Vonnegut wyjaśnia w kilku zdaniach językiem, który zrozumie przeciętnie inteligentny dwunastolatek. Za to wszystko jestem mu wielce zobowiązany i mam nadzieję, że tych kilka słów, które poświęciłem "Niedzieli Palmowej" będzie przynajmniej spłaceniem odsetek, które winienem jej autorowi.

Krzysztof Sucherek


Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót