Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie
Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w
Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony
czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Kołyska
przewrócona

Ad. 3 Ocenzurowane fragmenty

Ponieważ tłumaczenie Lecha Jęczmyka dokonane zostało za komuny, niektóre kwestie zostały zatuszowane, bądź zmienione w aluzje. Nie wiem, czy tych zmian dokonał jakiś cenzor, czy też przewidująco zrobił to sam tłumacz.

Rozdział 8 (Str. DC 20-21, Z: 23)

W oryginale mamy tu opowieść o pewnej ukraińskiej tancerce, która (jak się dowiemy dużo później) ukradła jednemu z bohaterów coś wartościowego. Niestety w polskim tłumaczeniu, jako się rzekło, wydanym po raz pierwszy za komuny, fragmenty mówiące o narodowości tancerki (która jest szpiegiem i złodziejką) zostały ocenzurowane:
Tekst angielski: "Zinka was a Ukrainian midget, a dancer with the Borzoi Dance Company".
Tekst polski: "Zinka była liliputką, tancerką z zespołu Wielobarwnego Baletu."

Jak widać, usunięto informację, iż Zinka była ukraińską liliputką. Poza tym nazwę grupy przetłumaczono na "Wielobarwny balet" a dosłowne tłumaczenie winno brzmieć "chart rosyjski"11. Choć tu trudno zaprzeczyć, że za komuny "wielobarwny balet" pewnie i tak ze Związkiem Radzieckim się kojarzył i ówczesnym czytelnikom sugerował w wystarczającym stopniu, że Zinka pochodziła z ZSRR. Niestety, dla ludzi czytających wydawane obecnie wznowienie tego tłumaczenia może to nie być aż tak jasne, poza tym ówcześni czytelnicy byli często świadomi, że czytane przez nich książki były już po ingerencji cenzury (więc aluzja starczała im za informację), natomiast człowiek kupujący dziś książkę w księgarni - a nie w antykwariacie - najczęściej sądzi, że czyta dokładnie to, co po angielsku napisał Vonnegut.

Dalej (ta sama strona) Zinka zgłosiła się do "swojej ambasady" zamiast, jak w oryginale, do "rosyjskiej ambasady". Oszczędzając Czytelnikowi listę miejsc, gdzie fragmenty dotyczące narodowości Zinki zostały w tłumaczeniu zniekształcone12, muszę jednak przedstawić te aluzje, które w polskim tekście ocalały, stawiają one bowiem tłumacza w korzystnym świetle. Ocalała mianowicie następująca wzmianka w rozdziale 8: "Cała historia dostała się na łamy prasy, kiedy mała Zinka poprosiła o azyl polityczny w Stanach Zjednoczonych" i wzmianka ta w czasach komuny (czyli w czasie powstawania przekładu) niewątpliwie silnie sugerowała, iż Zinka jest z Układu Warszawskiego. Podobnie, w tym samym rozdziale, w którym jedna z postaci stwierdza, że Zinka ukradła lód-9, podana też zostaje informacja, że lód-9 trafił w ręce ZSRR.

Uważam, że tłumacz dokonał tu wyboru właściwego: usunięte zostały wszelkie informacje o narodowości Zinki, do których przyczepić się mógł cenzor, pozostały natomiast aluzje, czytelne dla uważnego czytelnika. Być może był to jedyny sposób na ocalenie tego wątku w polskiej wersji powieści. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co w oryginale angielskim napisane zostało otwartym tekstem, w wydaniu polskim zepchnięte zostało do aluzji.

Rozdział 102 (Str. DC: 177, Z: 188)

Z listy "wrogów wolności" w polskiej edycji wykasowano nazwiska Józka Stalina (ang. "Joe Stalin"), Fidela Castro, Karla Marxa i Mao. Do Stalina pozostawiono aluzję (jest nazwany "generalissimusem"), dziś już chyba niezrozumiałą. Sytuacja jest trochę lepsza w edycji Zyska, gdzie przywrócono Marxa i Mao. Jest dość oczywistym, że takich opuszczeń dopuszczano się w egzemplarzach wydanych za komuny, ale w dzisiejszych wznowieniach takie rzeczy powinno się poprawiać...

Aha, znów bronić będę tłumacza: niewykluczone, że za komuny, kiedy powstawał przekład, za listę zawierającą i Stalina i Mao starczało znajdujące się w polskiej wersji stwierdzenie "Zgromadzili tam prawie wszystkich wrogów wolności".

Podsumowanie

Od razu mówię, że nie wiem, jak tłumaczenie ma się na tle polskiego standartu. Jak sądzę, bym mógł dać odpowiedź na to pytanie, musiałbym przeanalizować tłumaczenie przynajmniej kilku książek choć w przybliżeniu tak dokładnie, jak to zrobiłem z tłumaczeniem "Kociej kolebki". Tym bardziej nie jestem w stanie porównywać jakości tego tłumaczenia z jakością innych tłumaczeń sprzed 30 lat. Nie mogę więc orzec, czy Lech Jęczmyk spisał się tu lepiej, czy też gorzej, niż inni przedstawiciele jego zawodu.

Na pewno istnieje wiele rzeczy usprawiedliwiających tłumacza: brak dobrych słowników, niedostępność porządnych encyklopedii, w których można by to i owo sprawdzić, mała dostępność literatury angielskiej w ogóle (a na czymś przecież trzeba ćwiczyć).

Nie mówmy więc o ocenie tłumacza. Natomiast jeśli chodzi o jakość przekładu: nie powinno być tak, by stworzony przez autora i umieszczony w powieści światopogląd został przez tłumacza wykrzywiony. W polskim tłumaczeniu zaś:

  • sensowne zdanie z Księgi Bokonona znajdujące się w motcie zostało zamienione w absurd lub szyderstwo (zależy od interpretacji);
  • karass, jedna z bokononistycznych koncepcji, zostaje na początku książki odarta z mistycyzmu poprzez dodanie stwierdzenia, iż jej członkami mogą być: "Mędrek, przygłup, pracuś, leń";
  • wypowiedź Bokonona o niezdolności człowieka do pełnego poznania zostaje zmieniona w wypowiedź o niemożności poznania w ogóle. Wypowiedź teoretycznie tyczyła się tylko, przypominam, odkrywania karassu i odkrywania zadania przed tym karassem stawianego, ale w praktyce oznacza to, że owa wypowiedź dotyczy mnóstwa rzeczy, aż po odkrywanie sensu swego życia włącznie;
  • metaforyczne porównanie, występujące w bokononizmie, splatających się życiorysów do splatania się roślin tłumacz zmienił w porównanie absurdalne, tym samym czyniąc bokononizm miej poetyckim, a za to bardziej bzdurnym;
  • rytuał bokononistyczny, pomagający zrozumieć wartość życia, zostaje przekrzywiony i odarty z sensu i emocji.

Do tego w polskim tłumaczeniu obecna w oryginale i dla oryginału ważna opozycja religia--nauka zmieniona zostaje w opozycję religia--wiedza.

Zdaję sobie sprawę, że większość ważniejszych błędów dotyczy jednego tylko zagadnienia - bokononizmu - co wprawdzie tłumacza w jakimś stopniu broni (jedno zagadnienie przełożył słabo, z innymi poradził sobie lepiej), ale nie zmienia to faktu, że jest to jedno z ważniejszych zagadnień książki. Do tego dochodzi m.in. kwestia tytułu (w tym usuwanie z tekstu słowa "kołysać" i dodawanie słowa "kołyska" w innym miejscu), a także wykrzywianie zdania o tym, gdzie należy szukać miłości. Tak więc błędy, wpływające na sens i interpretację książki, występują moim zdaniem w zbyt dużej ilości, by przekład ten umożliwił głębsze niż powierzchowne rozumienie powieści.

Jeśli zaś chodzi o nastrój to często się on gubi, są jednak fragmenty zrobione pod tym względem przyzwoicie lub naprawdę dobrze.

Czy polski przekład da się jednak - pomimo jego dużych odstępstw od oryginału - do czegoś wykorzystać? Sądzę, że może się przydać, jeśli będzie powstawał nowy przekład; tłumacz musi tylko nauczyć się rozpoznawać, w których miejscach Lech Jęczmyk czegoś się domyślił, a w których coś najzupełniej w świecie zmyślił. Z pewną niechęcią wyznaję - dla dobra kolejnych polskich wydań "Kociej kolebki" - że tłumaczenie Lecha Jęczmyka mi akurat pomogło w znalezieniu błędów w moich próbkach. Wracając do kwestii możliwych zastosowań obecnego tłumaczenia: w jakimś stopniu dałoby się także czytać polski przekład pomagając sobie niniejszą recenzją, ale nie o wszystkich błędach napisałem, zresztą nie czytałem polskiego tłumaczenia w całości. Można też spróbować nadać wartość temu tłumaczeniu poprzez dokonanie rewizji; biorąc pod uwagę, że większe odstępstwa od oryginału wcale nie są takie częste - co, mam nadzieję, było do pewnego stopnia w mojej recenzji widoczne - również może to dać wcale niezłe rezultaty. Sam natomiast nie jestem do końca pewien, czy lepszy byłby zupełnie nowy przekład, czy też dokonanie rewizji.

Natomiast czytanie samego tłumaczenia Lecha Jęczmyka - w takiej formie, w jakiej jest ono obecnie wydawane - w celu poznania rzeczonej książki Vonneguta po prostu nie ma sensu.

Zapytać można, dlaczego ja, jako tłumacz bądź co bądź nieopierzony, i jako człowiek niewątpliwie omylny, uznałem że mam prawo atakować robotę innego tłumacza? Też zadawałem sobie to pytanie. Jednak gdy opiniotwórcza Gazeta Wyborcza uznała powieść "Kocia kolebka" (tak, przepraszam, oni uznali "Kocią kołyskę") za jedno z arcydzieł XX wieku (też ciekawe, który to przekład redaktorzy "Gazety Wyborczej" czytali przed podjęciem werdyktu), doszedłem do wniosku, że nie mogę już milczeć o wadach tego tłumaczenia.


Porównywał
Michał Zimnicki

Autor jest webmasterem witryny
Dobre utwory literackie

Adresy owej witryny:
www.literatura.w.pl
http://www.kki.net.pl/~czytelnik44/

« powrót    przypisy »

Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do lub Krzyśka.
Strona Główna   Powrót