Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Co słychać u Kurta Vonneguta
Jerzy Kutnik
"Literatura na Świecie" 1 (126) / 1982

Dziesięć lat temu rozpoczęła się zawrotna, nawet jak na amerykańskie stosunki, kariera Kurta Vonneguta. Po dwudziestu latach pisania stał się on nagle idolem milionów czytelników w Ameryce, a potem w kilkudziesięciu innych krajach. Wydana w 1969 roku Rzeźnia numer pięć przyniosła mu rozgłos, pieniądze i uznanie krytyków. Image Vonneguta rozmijał się jednak z jego życiem prywatnym w tym okresie. Przede wszystkim pisarz rozszedł się z żoną, a szóstka dzieci (troje własnych i troje adoptowanych, sierot po siostrze pisarza, której śmierć opisuje w Rzeźni) dorosła i usamodzielniła się. Syn Vonneguta Mark popadł w głęboką depresję zakończoną chorobą psychiczną, z której zresztą wyszedł (opisał w ciekawej książce pt. The Eden Express). Kurt Vonnegut natomiast pozostał sam. Przez pewien czas rodziną była mu grupa aktorów i realizatorów teatru z Broadwayu, który wystawił jego sztukę Happy Birthday, Wanda June (pisał o tym we wstępie do książkowego wydania dramatu). Po umiarkowanym sukcesie przedstawienia popularność pisarza zaczęła słabnąć. Jego kolejną powieść Śniadanie mistrzów sceptycznie przyjęli krytycy, a filmową wersję Rzeźni, którą sam Vonnegut uznał za udaną, nie wyświetlano zbyt długo. Ponadto dobre imię pisarza ucierpiało nieco na skutek ukazania się bardziej lichej powieści science-fiction podpisanej nazwiskiem Kilgore Trouta. Autorem jej był wprawdzie miało znany pisarz, który uzyskał zgodę Vonneguta na posłużenie się nazwiskiem Trouta, ale większość czytelników była przekonana, że jest to nowe dzieło autora Rzeźni.

W 1976 roku Vonnegut zaskoczył, i raczej rozczarował, swoich sympatyków powieścią Slapstick. Było tam niby wszystko, czego spodziewano się po pisarzu. Ale był tam również niespotykany do tej pory w jego utworach przejmujący smutek, być może gorycz, które poczucie humoru czyniły czymś nie na miejscu. Chłodne przyjęcie, z jakim spotkał się Slapstick1, przeżył Vonnegut bardzo głęboko, o czym wiedzieli tylko najbliżsi.

Swój smutek i rozgoryczenie utopił w pracy nad nową powieścią i innych rozlicznych zajęciach. Między innymi jako przewodniczący komisji powołanej przez amerykański związek wydawców, w której skład weszli pisarze, krytycy i bibliotekarze, pracował nad redagowaniem bibliografii America Through American Eyes. Wybrano ponad trzysta pozycji, zdaniem komisji dają one najpełniejszy obraz współczesnej Ameryki. Spośród innych jego przedsięwzięć można wymienić napisanie niezwykle ciekawego wstępu do powieści Rigodore Louis-Ferdinanda Celine'a oraz kilku recenzji, wśród nich jednej poświęconej Stanisławowi Lemowi. Pisarz wyraźnie zwolnił tempo życia. Zajął się nowym domem na Long Island w Nowym Jorku. Okna jego gabinetu wychodzą na budynek, w którym mieszczą się biura firmy wydawniczej Dell. Właśnie to wydawnictwo zapewniło mu sukces komercjalny wydając jego książki w milionowych nakładach. W spokojnej atmosferze, w lutym 1979 roku Vonnegut ukończył nową książkę pt. Jailbird i wysłał ją do wydawcy - na drugą stronę ulicy.

Czekając na druk powieści zajął się czymś innym. Dwóch młodych ludzi napisało musical oparty na jego książce z roku 1965 Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater. Wystawienia podjął się eksperymentalny teatrzyk WPA znajdujący się w pobliżu dzielnicy artystycznej Nowego Jorku - Greenwich Village. Po dwunastu przedstawieniach córka Vonneguta Edith stwierdziła, że spektakl jest na tyle dobry, iż warto przenieść go do większej sali. Wybór padł na Entermedia Theater, ten sam, w którym po raz pierwszy wystawiono Oh! Calcuta! i Grease. Przedsiębiorcza Edith, która na co dzień zajmuje się malarstwem i jazdą na wrotkach (czerpie z tego niezłe zyski występując w telewizyjnych filmach reklamowych), zebrała potrzebną sumę pieniędzy (czterysta tysięcy dolarów) w dość szybkim czasie, a sam Vonnegut zajął się dokonaniem drobnych poprawek w tekście musicalu. Premiera odbyła się 14 października. Sukces był murowany, tym bardziej, że równocześnie nowa książka Vonneguta, która ukazała się pod koniec września. zajmowała już pierwsze miejsce na liście bestsellerów. Tak więc o pisarzu znowu jest głośno: popularne pisma zabiegają o wywiady. Rysownik, Balph Bashi chce nakręcić film rysunkowy na podstawie Śniadania mistrzów, pojawia się propozycja, by autor Rzeźni numer pięć napisał dla Broadwayu sceniczną wersję Doktora Jekyll i Mr. Hyde. Wcześniej Vonnegut został zaproszony jako gość honorowy obchodów setnej rocznicy osiedlenia się Marka Twaina w Nook Farm, domu, gdzie ojciec nowoczesnej powieści amerykańskiej stworzył swe najświetniejsze dzieła. Ostatni rok lat siedemdziesiątych zakończył nawiązaniem udanej, jak się wydaje, współpracy z cenionym grafikiem Ivanem Chermayeffem. Jej efektem jest książka Sun, Moon, Star, która powstała w dość niecodzienny sposób. Otóż Chermayeff wykonał serię rysunków; pisarz otrzymał jej bez żadnego komentarza z prośbą o napisanie do nich tekstu. Książka ma opowiadać o świecie, jaki ujrzał nowo narodzony Stwórca.

Powyższe fakty świadczą niewątpliwie o swoistym renesansie popularności Vonneguta. Ale jest to inny, "nowy" - Vonnegut. Wskazuje na to jego ostatnia powieść. Jej podtytuł brzmi "Koniec samotności". Nie ma tu już ekstrawaganckich pomysłów, dowcipów, szyderstwa itp. Trudno określić, co jest zasadniczym tematem książki, można natomiast stwierdzić, że powstała ona pod wpływem największego szoku, jaki pisarz przeżył od czasów wojny. Chodzi tu o wydarzenie, które wstrząsnęło całą Ameryką - wykrycie afery Watergate.

Ale Jailbrid mówi o bardzo wielu sprawach, o dziesiątkach "szoków", które Vonnegut - przeciętny Amerykanin - przeżył w ciągu przeszło pięćdziesięciu lat swego życia. Czyniąc bohaterem powieści Waltera F. Starbucka (z domu Stankiewicz!) Vonnegut składał swoisty hołd Powersowi Hapgoodowi - Powers Hapgood był milionerem, który zorganizował wzorową fabrykę i przekazywał zyski robotnikom. Był on również wybitnym działaczem CIO (Kongres Organizacji Przemysłowych); w swoim czasie oferował tam Vonnegutowi pracę. W powieści występuje mnóstwo innych autentycznych postaci, wymienionych później w specjalnie sporządzonym indeksie. Starbuck, syn szofera bogatego przemysłowca, zdobywa wykształcenie w Harvardzie. Staje się komunistą. Po studiach pracuje w rządzie Roosevelta w ministerstwie rolnictwa, potem przez kilka kolejnych lat pełni mniej lub bardziej odpowiedzialne funkcje w różnych urzędach. Traci pracę wskutek dochodzeń osławionych komisji MacCarhy'ego, w których uczestniczył późniejszy prezydent Richard Nixon. Po latach bezrobocia Starbuck dostaje pracę właśnie w administracji Nixona jako doradca do spraw młodzieży. Dzieje się to w latach sześćdziesiątych (!). Jest to funkcja tak mało ważna, że biuro. Starbucka zostaje umieszczone w suterenie gmachu rządu, gdzie zahukany urzędniczyna produkuje raporty, których nikt nie czyta. Nie mając absolutnie nic wspólnego z aferą Watergate, nasz bohater wędruje za kratki, bo w jego gabinecie znaleziono ukryte bez jego wiedzy "nielegalne" pieniądze przeznaczone na kampanię wyborczą. Po wyjściu z więzienia Starbuck spotyka na nowojorskiej ulicy swą dawną sympatię, obecnie bezdomną żebraczkę, która później okaże się właścicielką potężnego syndykatu przemysłowego. Powieść kończy się niemal jak baśń, tyle tylko że jej bohater, nieuleczalny idealista, ponownie idzie do więzienia za swą "antyspołeczną postawę".

Ważniejsze od tej melodramatycznej historii są jednak reminiscencje z czasów Drugiej Wojny Światowej, słynnego procesu Sacco i Vanzettiego czy masakry studentów z Kent State protestujących przeciwko wojnie w Wietnamie. Wydarzenia te czynią z historii Stanów Zjednoczonych historię bezprawia, okrucieństwa i gwałtu. Krytyczne spojrzenie Vonneguta wydaje się jednak w znacznym stopniu stępione za sprawą sentymentalnego stosunku do historii kraju. Jego wyrozumiałość dla słabości ludzkich nie pozwala dostrzegać źródeł zła. Powers Hapgood jest wspaniały, bo jest wielkim i humanitarnym biznesmanem, altruistą z głową do interesów. Wojny i inne kataklizmy okazują się jedynie następstwem błędu człowieka. Nie można Vonneguta winić za jego życzliwość dla ludzi, ale czyż ta życzliwość nie staje się tu wyrazem bezsilności i rezygnacji? Propagowany przez niego chrześcijański ideał pokory jest jedną z głównych myśli powieści, należy się obawiać, że pokorę pisarza - który jednak przez trzydzieści lat o coś walczył - zbyt łatwo przyjąć za swoją i udzielić sobie rozgrzeszenia. Vonnegut stale zawstydza swych rodaków, ale jednocześnie uwalnia ich od niepokoju sumienia: czujemy wstyd, a więc nie jesteśmy tacy źli. Nic więc dziwnego, że Jailbird cieszy się od momentu ukazania się tak olbrzymią popularnością. Katharsis, jak się okazuje, jest nadal w cenie. Niezależnie jednak od obecnej inflacji, jest to cena inna niż ta, którą płacili widzowie starogreckich tragedii. Vonnegut, który jest przecież ekspertem od literatury popularnej (zagadnienie to było tematem jego, odrzuconej zresztą, pracy magisterskiej), doskonale wie, ze, jak stwierdza Walter Starbuck, "melodramat wciąż potrafi przyciągać wielkie tłumy". Daje więc czytelnikowi do rąk książkę, która opowiada przejmującą historię. Jednak wizja, jaką prezentuje w niej autor; jest wizją człowieka zmęczonego, który pogodził się już ze złem i teraz szuka tylko tego, co w człowieku dobre. Piękna to idea, ale czy jej rezultatem jest choćby połowa prawdy o współczesnej Ameryce?

Jaka więc może być przyszłość Kurta Vonneguta? Wydaje się, że będzie to przyszłość spokojna. Konserwatyzm społeczeństwa amerykańskiego lat siedemdziesiątych daje się znakomicie pogodzić z dobrodusznością i łagodnością niegdysiejszego szydercy. Wygląda wręcz na to, że Ameryka potrzebuje Vonneguta. To jednak inna Ameryka niż dziesięć lat temu, a i Vonnegut nie jest ten sam.





1Patrz rec. Slapstic J. Andersa w "Literaturze na Świecie", nr 12 (80), 1977 str. 351-6.

Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót