Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Kocia Kołyska (recenzja)


"Dzieło sztuki jest kłamstwem
prowadzącym nas do prawdy."
Pablo Picasso

Często mam kłopot ze skupieniem się i wytłumaczeniem "co artysta chciał przez to powiedzieć." Jest jeszcze inny kłopot; jak by tu przy tym nie brzmieć zbyt infantylnie. Ale chyba każdy z nas ma jakiś kłopot, mniejszy, większy, ale ma. Na przykład taka panna Faust, drugoplanowa postać w powieści Kurta Vonneguta "Kocia kołyska." Była to kobieta, która nie mogła zrozumieć "jak szczera prawda i tylko taka prawda może człowiekowi cakowicie wystarczyć" (54). Jednak Vonnegut zrozumiał to irracjonalne zachowanie człowieka wystarczająco dobrze, by podjąć się karkołmnego zadania wytłmaczenia tego zarówno pannie Faust jak i nam, jego czytelnikom.

W "Kociej kołysce" jawią się przed nami dwa światy, oba przepełnione łgarzami i ich kłamstwami, jako że prawda dawno przestała być atrakcyjna. Jeden świat to miasto Ilium - "przepełniona smogiem siedziba Laboratorium Badawczego, gdzie niegdyś odbywały się krajowe ezgekucje publiczne" (28). Pomimo tak niechlubnej historii, było to miasto światła, instalacji elektrycznych oraz monumentalnych budynków, w których miały miejsce najwybitniejsze odkrycia naukowe. W takiej scenerii żył i tworzył wybitny uczony, doktor nauk przyrodniczych Felix Hoenniker - człowiek odpowiedzialny za skonstruowanie bomby atomowej. Ilium było domem zarówno dla niego jak i jego rodziny (żony i trójki dzieci). Drugi świat to autonomiczna wyspa San Lorenzo, na której każdy detal był po prostu perfekcyjny. Jednym słowem - istna "ojczyzna narodu szczęśliwców; postępowego, kochającego wolność - ot, po prostu pięknego społeczeństwa" (80). Jak sie można łatwo domyślić, opis ten jest zbyt piękny aby być prawdziwym. Autor nieustannie żongluje pojęciami prawdy i rzeczywistości oraz podkreśla zasadniczą róznice między nimi. Tym samym obala wiele mitów, za jakie uważa patriotyzm, religię, miłość czy naukę. Dla Vonneguta to wszystko bujdy. Dlatego też zatanawia go, dlaczego tak mocno tym bajkom hołdujemy? "Kocia kołyska" wyjaśnia: dzieje się tak, gdyż życie to jedynie przedstawienie w teatrze świata, a należy pamiętać, iż "Bóg w życiu nie napisał dobrego scenariusza" (240).

Zdaniem krytyka literackiego, Peter'a J. Reed, główną naszą słabością jest skłonność do "posługiwania się jedynie symbolami oraz nasza niechęć do wnikania w głebszy sens wypowiadanych słow" (132). Nawet mieszkańcy "idealnego" przecież San Lorenzo nie ustrzegli się tej przywary. Ich wielkim symbolem była, rzekomo bohaterska, śmierć stu patriotów-męczenników. Ustanowiono nawet święto narodowe - Dzień Stu Męczeników Demokracji. Prawda była taka, iż w czasie drugiej wojny światowej stu młodych ludzi pośpieszyło ku wybrzeżom Stanów Zjednoczonych aby przygotować się do walki z Niemcami. Los spłatał im jednak figla i statek z ochotnikami został zatopiony przez niemiecką łódŸ podwodną zanim zdążyli wypłynąć na pełne morze. Celebrowanie tych "ofiar wojny" wydawało się być słuszne choćby dla podnoszenia morale mieszkańców wyspy. Jednak ambasador USA, Minton, nie dał się zwieść masowemu szaleństwu i śmiało orędował: "Zamiast ucztować i podziwiać prezentację potęgi lotnictwa wojskowego, lepiej byśmy spożytkowali ten czas pogardzając tym, co tych 'męczenników' zabiło. A zabiła ich głupota i nienawiść" (256). Ludzie, obecni na obchodach Dnia Stu Męczenników, byli przekonani, że ta kontrowersyjna wypowiedź była zgubnym efektem dolania acetonu do rumu dygnitarza. Cóż by innego mogło być przyczyną podobnych herezji? Lecz czy wzywanie ludzi do "pamiętania o dzieciach zamordowanych w wojnie i w kraju... jakimkolwiek kraju na ziemi" (256) można nazwać herezją? jeśli tak, to w takim razie podobnym nonsensem było napisanie przez Voneguta powieści "Rzeźnia numer pięć, lub, dziecięca krucjata". W niej również giną młodzi ludzie, nawet jeszcze nie mężczyźni, którzy są traktowani jak bohaterowie. Tymczasem nawiększym ich bohaterstwem jest danie się zarżnąć w wojennej jatce. Dlatego też swoisty czar "śmieci w imię idei" jest czarem fałszywym, stworzonym dla uwolnienia rządu od cierpkiego uczucia odpowiedzialności za rozpętywanie wojen. Na San Lorenzo nie było miejsca na taki niesmak, więc boleśnie haniebna prawda została po prostu zapomniana. Jak to powiedzial inny bohater "Kociej kołyski", Julian Castle, "Prawda była wrogiem ludzi, ponieważ była zbyt przerażająca, więc Bokonon zadbał o dostarczanie ludziom coraz to lepszych i lepszych kłamstw" (172). Utalentowany Bokonon był prorokiem, który głosił swą beztroską filozofię "kochającym wolność" ludziom, którzy bezgranicznie mu wierzyli, a jednocześnie umierali ze strachu przed wszechobecnymi groźbami mniej więcej tej treści: "Ktokolwiek przyłapany na praktykowaniu bokononizmu na San Lorenzo umrze na haku!", lub " Bokonon poszukiwany żywy lub martwy - nagroda 10000 corporali!", lub " Wszelkie igraszki stopami będą karane hakiem!" (134-135). Jednak okazało się, że to wszystko jedynie łgarstwa, niezbędne do utrzymania prawa i porządku na wyspie. Fakt, egzekucje odbywały się 2 razy do roku, lecz były to egzekucje publiczne organizowane bardziej by przerazić obywateli niż by ukarać praktykujących bokononistów. Gdyby ich naprawdę ścigano i bezlitośnie karano, cała populacja San Lorenzo zostałaby wyrżnięta, jakoże w głębi serca każdy był bokononistą.

Tak naprawdę, tajemniczy Bokonon był rozbitkiem, który trafił na San Lorenzo w 1922 roku. Jego prawdziwe imię to Lionel Boyd Johnson. Jego prawdziwy talent to pisanie piosenek calipso. Wykorzystywał je, by upowszechniać wniosek, do którego doszedł po paru latach życia na wyspie. Zrozumiał bowiem, jak pożyteczną może być religia oparta na kłamstwach (5). Zrozumienie tego twierdzenia jest kluczem do zrozumienia całej powieści. Na San Lorenzo religia była używana jako narzędzie a nie jako źródło prawdy ostatecznej. Peter J. Reed uznał bokononizm za pomocny i uniwersalny środek do sugerowania celu życia, a jednocześnie do pocieszania ludzi, którzy cierpią na jego brak (136).

W "Kociej kołysce" Vonnegut przedstawia doktora Hoenniker'a jako naukowca, który w pewnym momencie swego życia ten cel utracił. Były chwile, gdy nieomal błagał o jakąkolwiek prawdę - oby tylko była ona niezaprzeczalna. Wspominana już wcześniej panna Faust pośpieszyła mu z pomocą twierdząc, iż można być pewnym, że Bóg i miłość to jedno. Ta doktryna "dawała jej poczucie bezpieczeństwa w świecie, który oferował jej jedynie rzeczy niepojęte; w tym kontekście było jej zatem do twarzy z tą nieco naiwną wiarą" (Reed 142). Religia pomogła pannie Faust (zupełnie jak miało to miejsce z głównym bohaterem w sztuce J.W. Goethe'go "Faust"). Wykorzystywała ją, by uchronic swą wrażliwość przed ingerencją zimnego i ohydnego świata nauki. Jednak dr Hoenniker nie był w stanie zaufać nikomu, nawet pannie Faust - jego sekretarce, nawet Bogu. Na jej stwierdzenie, iż Bog to miłość zdołał tylko zareagować dwoma pozornie prostymi pytaniami: "Co to Bóg? Co to milość?" (55).

Ze względu na podobny cynizm zawarty w każdej wypowiedzi uczonego, postronni mówili o nim, jak o chodzącym trupie, człowieku pozbawionym uczuć, nawet w stosunku do swojej rodziny. I rzeczywiście, żadne z dzieci doktora nie kwapiło się by tej opinii zaprzeczyć. Chąc czy nie chcąc, sami odziedziczyli wiele cech ojca. Na przykład, najmłodszy w rodzinie, karzeł Newton, w podobnie cyniczny sposób odpowiedział na pytanie co myśi na temat religii. "Religia! .. A widzisz tu kota? Widzisz kołyskę?" (179). Oczywiśie żadnej kociej kołyski nie było. Odpowiedź Newt'a świadczy nie tylko o jego ateizmie, ale również wyraża jego rozczarowanie pomysłem kociej kołyski - dziecinnej gry sznurkami. Nie mógł sobie bowiem uświadomić, jak plątanina sznurków może reprezentować cokolwiek. Nie należy tu jednak winić młodego Hoenniker'a. Zarówno Newton jak i jego rodzeństwo zostali odarci nie tylko z wiary w Boga, ale rownież i z miłości, w wielorakim tego słowa znaczeniu. Utracili matkę i jej opiekę z chwilą narodzin najmłodszego syna. Tym samym Newt nigdy nie miał możliwości bezpośredniego kontaktu z matczyną miłością przez co, już w dorosłym życiu, nie wiedział jak przyjąć i docenić oferowaną mu czułość. Jedyny raz, kiedy naprawdę zbliżł się do kobiety, to kiedy zaangażował się w dość romantyczny związek z rosyjską baletnicą, która bezlitośnie wykorzystała jego naiwność i odebrała mu próbkę "lodu-9" - niebezpiecznego wynalazku jego ojca. Siostra Newta, Angela Hoenniker Conners, pośubiła przystojnego młodzieńca, agenta tajnej agencji rządu amerykańskiego. A trzeba wiedzieć, iż była ona "blondynką o końskiej twarzy, której Bóg nie nie dał praktycznie niczego, czym mogłaby zainteresować mężczyznę" (111). Czy pan Conners poślubił ją z miłości? Jest to kwestia dość wątpliwa. Trzeci z pokolenia młodych Hoennikerów również odstawał od swoich rówieśnikow. Kiedy dojrzewał, ignorował dziewczęta, ale robił to nie dlatego, że ich nie lubił, lecz dlatego, iż desperacko szukał kobiecej miłości; bardzo brakowało mu matki. W końcu znalazł swą utraconą miłość sypiając z kobietą ponad dwukrotnie od niego starszą (201). Wszyscy troje byli przekonani, że kochali przynajmniej raz. Gdyby tylko odważyli się sprostać rzeczywistości zobaczyliby, jak w gruncie rzeczy byli okrutni i prości. Prawdziwa miłość nigdy w ich życiach nie istniała. Jej miejsce zajął biznes i tajna walka o dostęp do 'lodu-9'. Krytyk Peter J. Reed twierdzi jednak, że w powieści można znaleźć przykład prawdziwego uczucia. Jest to dla niego miłość Minton'ów. "Sposób, w który lecą ze skarpy w ramiona śmieci, trzymając się przy tym za ręce i uśmiechając promieniście dowodzi prawdziwości ich uczucia, lecz także sugeruje stopień do jakiego takie zaangażowanie prowadzi do rezygnacji z otaczającego ich świata" (143). Ten cytat zostawia miejsce na wątpliwość, czy aby takie poświęcenie można nazwać prawdziwą młością. Jeśli miłość Minton'ów wymusiła na nich odizolowanie się od innych, czy mogła być tak naprawdę szczęśliwa i dobroczynna? Piękne uczucia powinny przynosić światu radość zamiast odciągać jednostki od korzystania z jego dobrodziejstw. Miłość była więc tylko ułudą, która przydawała się jako pociecha w trudnych czasach. Nigdzie nie jest powiedziane, jak Minton'owie radzili sobie z rzeczywistością, ponieważ zawsze są z niej wyłączeni, są poza nią, są ponad nią. Innym przykładem pozornej miłości był związek narratora, John'a, z Moną, lokalnym uosobieniem piękna. Mona nie wyrażała ochoty bycia w najmniejszym stopniu wierną swemu narzeczonemu, tłumacząc się tym, że kocha wszystkich w równym stopniu. Dlatego też John szczególnie upodobał sobie jedną zwrotke bokonońskiej pieśni,

Miłość jest łgarzem,
co się sam oszukuje;
szczerymi sa niekochani
ich wzrok jak małża kłuje!"

I z chwilą gdy sobie tę piosnkę zanucił, od razu zapominał o swej męskiej dumie, gdyż tylko w ten sposób mógł znieść upokorzenie i zatrzymać przy sobie piękną Monę. Z biegiem czasu, John pogodził się z myślą, że nie może od niej oczekiwać całkowitego oddania czy głebokiego uczucia. Pomimo ceremoni ślubnej, nadal był dla niej tylko jednym z wielu. Dlatego trafnym zdaje się określenie go jako człowieka rezygnującego z miłości w imię sporadycznych chwil cielesnej rozkoszy i próżnej satysfakcji bycia mężem "najpięknieszej." Kurt Vonnegut zdawał sobie sprawę z ukrytych motywów takiego postępowania. Swą opinię zdecydował się włożyć w usta naczelnego heretyka powieści, ambasadora Minton'a. To on właśnie wypowiada bodaj najprawdziwsze zdanie w książce, "Amerykanie nieustannie szukają miłości w postaci, której ona nigdy nie przybiera, w miejscach, gdzie jej nigdy być nie może" (97). Jeśli zastąpimy słowo "Amerykanie" pojęciem "ludzie" - zdanie to staje się przesłaniem zgoła ponadczasowym. Okazuje się, iż ludzie mogą być szczęśliwi jedynie poprzez nieustanne mamienie się, iż oto znależli miłość ich życia. A niemożliwym jest, by ludzie szukający czegoś tak nienamacalnego, wręcz nieistniejącego, mogli być usatysfakcjonowani samym procesem szukania. Każdego dnia wielu z nas wciąż staje przed takim problemem.

Trzeba jednak wiedzieć, iż dr Felix Hoenniker byl jednym z tych, którzy znaleźli rozwiązanie na każdy możliwy problem. Jego zdaniem, "cały kłopot z otaczajacym nas światem powodują ludzie, którzy nadal kierują się przesądami zamiast rozumem. Gdyby wszyscy poświęcili więcej czasu na studiowanie przedmiotów ścisłych, nie byłoby tylu trudności" (24). Jak na ironię losu, dr Hoenniker sam nie był człowiekiem wolnym od trosk i zmartwień, a zatem, czy można było brać jego uwagi pod rozwagę? Był on sfrustrowany do tego stopnia, iż zaczął winić ludzkość za osobiste porażki. Sam nie mógł się od nich zdystansować. Nieświadomie sam utracił cel i motywację do działania stając się pierwszorzędnym przykładem głównej słabości nauki. Jak to zauważył Peter J. Reed, "Główną słabością nauki jest to, że postronni tkwią w jej ciągłym podziwie, podczas gdy naukowcy stają się coraz bardziej drobiazgowi i zazwyczaj zapominają o całości ich przedsięwzięcia" (134). Kolejnym gorzkim rozczarowaniem jest wniosek, iż każda idea i wynalazek naukowy prędzej czy później będzie wykorzystany jako broń. Taka jest rzeczywistość i ta rzeczywistość jest najbardziej przerażająca. Modelowym naukowcem jest doktor Koenigswald - osobisty lekarz prezydenta San Lorenzo, który zdobywał praktykę lekarską na więźniach w Oświęcimiu. Poraża nas jednak swą dobrodusznością, kiedy mówi, "Jestem złym naukowcem. Zrobiłbym wszystko by poprawić samopoczucie człowieka, nawet jeśi miałoby to byc nie naukowe. Żaden z uczonych godnych swego tytułu by tak nie powiedział" (219). Należy stąd wnioskować, że już nawet medycyna przestała być błogosławieństwem, jako że odmawia się jej prestiżu z chwilą gdy zaczyna leczyć. Na podobnej zasadzie, genialny wynalazek "lód-9", stworzony by ratowć żolnierzy amerykańskich przed ugrząźnięciem w błocie na polu walki, z biegiem czasu okazał się być najstraszniejszą bronią w dziejach ludzkości. To właśnie o nią walczyły tajne wywiady USA (posługując sie przystojnym agentem Conners'em) i Rosji (który wysłał balerinę, by wyłudziła drogocenny kryształ od naiwnego Newt'a). Doprawdy, stwierdzenie panny Faust, przytoczone na wstępie tego referatu, roztrzygające niemożność życia opartego na nagiej prawdzie, zdaje się być tu conajmniej adekwatne. Który bowiem naukowiec przyznałby się, iż spędził swe życie na tworzeniu broni, którą potem mordowano jego braci, siostry, sąsiadów i rodaków? Prawdopodobnie żaden by się na to nie zdobył. Dlatego też naukowcy oszukują samych siebie i siebie nawzajem, że oto ich wiedza przyczynia się do szeroko rozumianego "wspólnego dobra". Desperacko usiłują ignorować fakt, że ich odkrycia są często stosowane do zgładzania aktualnych wrogów. Po raz kolejny kłamie się by uniknąć odpowiedzialności i bardzo gorzkiego smaku poczucia winy.

Chyba nadszedł najwyższy czas by przypomnieć słowa Bokonon'a: "Spisujcie wszystko. Bez dokładnych zapisków z przeszłości jak można oczekiwać od ludzi uniknięcia tych samych poważnych błędów w przyszłości?" (237). Pomimo tego, iż Bokonon był po trosze żartownisiem i wierszokletą, to udało mu się zdefiniować i ośmieszyć najgorsze z ludzkich cech. Wielokrotnie, kiedy człowiek myśli o minionych wojnach czy osobistych tragediach, wtedy niezwykle sie denerwuje i załamuje pod cieżarem ważkich pytań, na które w zasadzie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Te stany dopadają nas wszystkich a jedną (i jedyną) praktyczną radą na nie, jaką oferuje nam "Kocia kołyska," jest banalnie prosty przepis na szczeście: Jeśli nie znasz rozwiązania swego problemu, wymyśl jakieś i bądź szczęśliwy. To tylko sparafrazowany fragment księgi Bokonon'a, z której parę wersów zostało wykaligrafowanych na przedniej karcie powieści, głoszące:

Żyj fomą, nieszkodliwymi kłamstewkami, które dodadzą ci odwagi, obdarują uprzejmością, zdrowiem, uszczęśliwią cię.

Proste, nieprawdaż? Oczywiście, częstokroć nie możemy uniknąć powtarzania błędów naszych przodków, choć często nie przyznajemy się do tego - ze wstydu. Jednak niektóre kłamstwa mogą prowadzić nas do prawdy. Być może nie będzie to prawda o rzeczywistości w której żyjemy, lecz nie powinna być ona naszą główną troską. Jak było to napisane w przedmowie do jednego z opowiadań Vonneguta: "Zwykliśmy nazywać naszą rzeczywistość czymś więcej niż wygodną i kojącą halucynacją, podczas gdy co dzień przeżywamy szok, iż nadchodzi nieuchronna przyszlość. A kiedy wyobraźnia jest przytłumiona, na pewno pojawi się to, co niewyobrażalne" (Schulman 5). Właśnie dlatego powino się ciężko pracować nad wyobraźnią, sprawić by działała ku naszemu pożytkowi, należy okłamywać samego siebie i innych za każdym razem gdy stajemy oko w oko z niedoskonałością tego świata. To jedyny sposób by zapewnić sobie spokój duszy i by przestać obawiać się przyszłości i sprostać wymaganiom teraźniejszości. Są to wnioski wyciągane przez większość czytelników Kurta Vonneguta. Jedynym smutnym paradoksem jest jedynie fakt, że często nie jesteśmy zdolni do stworzenia arcy-kłamstwa, a tylko takie jest dziełem sztuki, które odkrywa przed nami prawdę. Pomimo, że nie pomagają nam zrozumieć rzeczywistości to oferuje prawdę najcenniejszą - prawdę o nas samych.

A oto spis cytatów, z których korzystałam pisząc tę pracę. Załączę ją dla uspokojenia własnego sumienia, jak rownież by oddać sprawiedliwość autorom: Reedowi, Schulmanowi i oczywiście, ma się rozumieć Vonnegutowi.

Joaśka Iwanicka
  • "how truth, all by itself, could be enough for a person" (Vonnegut 54)
  • "full of smog, home of the Research Laboratory where they used to hold the public hangings for the whole country" (Vonnegut 28)
  • "a happy, progressive, freedom-loving, beautiful nation" ("God never wrote a good play in his life" (Vonnegut 240)
  • "God never wrote a good play in his life" (Vonnegut 240)
  • tendency to "substitute the symbol for the object or fail to see beyond the word itself" (Reed 132)
  • "Instead of feasting and admiring an air-military show (organized especially to celebrate this occasion) that we might best spend the day despising what killed them; which is to say, the stupidity and viciousness of all mankind" (Vonnegut 256)
  • "think of people... and children murdered in war... and any country at all" (Vonnegut 256)
  • "Truth was the enemy of the people, because the truth was so terrible, so Bokonon made his business to provide the people with better and better lies" (Vonnegut 172)
  • "Anybody caught practicing bokononism in San Lorenzo will die on the hook! Bokonon wanted dead or alive, 10000 corporals reward! All foot play will be punished by the hook!" ( Vonnegut 134-135)
  • Later on, he proved himself to be a creative writer of calypso-songs who understood how useful a religion founded on lies can be (Vonnegut 5)
  • Peter J. Reed takes the idea of bokononism as a helpful and flexible means for suggesting purposes and at the same time for making humans feel better about their lack of purpose (Reed 136)
  • " it gave her some stability in a world which surrounds her with the incomprehensible, and her simple faith looks good in context" (Reed 142)
  • "What is God? What is love?" (Vonnegut 55)
  • "Religion! ... See the cat? ... See the cradle?" (Vonnegut 179)
  • "a woman to whom God had given virtually nothing with which to catch a man; ... a horse-faced platinum blonde" (Vonnegut 111)
  • He found one by sleeping with a woman more than twice his age (Vonnegut 201)
  • "The way in which they sail down to their deaths, hand-in hand and smiling amiably, shows the sufficiency of their love, but also suggests the degree to which such an alliance may involve resignation from the world" (Reed 143)
  • " Love is a liar/ to himself he lies/ The truthful are loveless/ Like oysters their eyes!" (Vonnegut 233)
  • "Americans are forever searching for love in forms it never takes, in places it can never be" (Vonnegut 97)
  • "The trouble with world was ... that people were still superstitious instead of scientific... If everybody would study science more, there wouldn't be all the trouble there was" (Vonnegut 24)
  • "The main weakness of science... is that the public stands excessively in awe of it as 'truth', while the scientist tends to become so absorbed in its explanations of the parts that he forgets the whole" (Reed 134)
  • "I am a very bad scientist. I will do anything to make a human being feel better, even if it is unscientific. No scientist worthy of the name could say such a thing" (Vonnegut 219)
  • "Write it all down. Without accurate records of the past, how can men and women be expected to avoid making serious mistakes in the future?" (Vonnegut 237)
  • "Live by the foma [harmless untruth] that make you brave and kind and healthy and happy."
  • "We choose to call reality is little more than a comfortable and comforting hallucination: a cozy landscape, with horizons tailored to save the mind's eye from strain. we live in a state of inevitable future shock. When imagination is stifled, the unimaginable is sure to occur" (Schulman 5)
Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót