Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Śniadanie Mistrzów (recenzja)


"Śniadanie Mistrzów" jest najważniejszą powieścią Kurta Vonneguta. Najważniejszą oczywiście dla mnie, bo nie jest ona szczególnie ukochana przez krytykę, a i przez niego samego nie jest oceniana najwyżej. Ja lubię ją z dwu powodów. Po pierwsze ukazała się światu w tym samym roku, w którym ja. A po drugie od dnia, w którym ją poznałem, nie mogę się obrażać, jeżeli ktoś szkolnym zwyczajem napisze gdziekolwiek

KS + TKV = BWM


(tłumaczę: Krzysztof Sucherek + Twórczość Kurta Vonneguta = Bardzo Wielka Miłość )

To wystarczający powód, żeby własnie ta powieść była kolejną wśród omawianych przeze mnie. Powinna byc pierwsza.
Ktoś normalny, obserwujący nasze pierwsze spotkanie z boku, miałby kupę poważnych zastrzeżeń co do mojego stanu psychicznego. Siedziałem na fotelu, wyłem ze śmiechu, łzy płynęły po moich policzkach. Czuję się jak ekshibicjonista. Zachowywałem się tak dlatego, że już od pierwszych słów (pomijając przedmowę) zostałem zaatakowany taką masą cynizmu i gorzkiej ironi, że do dziś zastanawiam się czy moje łzy były spowodowane radością.
Jakie to wspaniałe uczucie, przeczytać słowa człowieka, który nie klęka przed największymi świętościami tylko dlatego, że są one świętościami. Pierwsze strony powieści bezlitośnie punktują amerykańskie zakłamanie, fałszywą dumę i głupotę. Tak naprawdę nie jest to jednak książka antyamerykańska. To książka antyludzka. Na miejscu Ameryki śmiało mógł się znaleźć każdy inny kraj i w każdym znalazłyby się podobne sprawy, które pomija się dżentelmeńskim milczeniem. Vonnegut nie jest dżentelmenem. I dobrze.
Wbrew temu, co dotychczas napisałem, Śniadanie Mistrzów nie jest rozprawą socjologiczną. Jest wspaniałą, beletrystyczną opowieścią "o spotkaniu dwóch samotnych, chudych, dość starych ludzi na szybko umierającej planecie." Jednym z dwóch samotnych jest znany z wcześniejszych i późniejszych powieści sfrustrowany pisarz science fiction Kilgore Trout (w Trzęsieniu Czasu nieszczęśliwie "przetłumaczony" na Pstrąga Zabijuchę). Nie jest on zresztą jedyną postacią, dla których Śniadanie Mistrzów nie jest jedynym miejscem pracy. Pojawiają się tu także m.in. Eliot Rosewater, czy pies Kazak. Niemniej jednak głównym bohaterem (po raz pierwszy) Śniadania... jest Trout, dlatego skupię się głównie na jego osobie (zwłaszcza, że wielu uważa go za alter ego Vonneguta). Jak już wcześniej wspomniałem jest to starszy człowiek, piszący opowiadania science-fiction, które, mimo filozoficznej głębi drukowane są wyłącznie w czapoismach pornograficznych. Nic dziwnego, że jest sfrustrowany. Ilustracje, jakie przyozdabiają jego opowiadania mogłyby przyprawić o mdłości nawet największego twardziela. Poza tym redaktorzy zmieniają tytuły jego opowiadań (np. Pangalaktyczny Namiestnik na Doustne szaleństwo - co za fantazja), przysłaniają jego nazwisko zachętami w stylu Wewnątrz zbliżenia Bobrów (niezorientowanym wyjaśniam: znaczenie słowa "bóbr" w rozumieniu Vonneguta jest doskonale wytłumaczone i narysowane w książce) itp. Trout nie wydaje się być tym zainteresowany. Co więcej, wysyłając swoje opowiadania i powieści do wydawnictw, nie podaje nawet adresu zwrotnego. Przy okazji wart jest zauważenia jeszcze jeden zabieg Vonneguta, polegający na tym, że na stronach powieści streszcza on przynajmniej kilka opowiadań Trouta. Zaręczam, że są znakomite. Na dowód tego i na zachętę polecam ich fragmenty.
Mimo miejsc publikacji Troutowi udaje się wywrzeć wpływ na jednego z najbogatszych ludzi ameryki Dwayne'a Hoovera. Jak do tego dochodzi. Nie zdradzę.

Kolejną rzeczą wartą uwagi jest narrator Śniadania Mistrzów. W pewnym momencie ujawnia się on w pełnej okazałości i mówi wprost, o procesie tworzenia bohaterów, świata, zdarzeń. Wszystko to pozostaje w zgodzie w postmodernistyczną tendencją do ujawniania literackiego charakteru dzieła, fikcjonalności świata przedstawionego itp. Vonnegut posuwa się jednak w swej propozycji nieco dalej. Pewne fakty z życiorysu postaci (narratora) mówiącej o swych sprawczych działaniach wskazuja, że jest to sam pisarz. Czyni więc siebie samego bohaterem, odpowiedzialnym za to, co spotyka bohaterów, a więc i jego samego. W ten sposób nobilitacji doznaje akt twórczy pisarza. Bowiem fakt, że on, istota z krwi i kości może znaleźć się w tym świecie, świadczy niezbicie, że nie istnieje ów świat wyłącznie na papierze, ale ma status świata realnego. A że on, będąc jego częścią, nadaje mu bieg...
Co boskie, Bogu...
Takie ustawienie narratora sprawia, że mamy nowy kłopot. W epilogu spotyka się on z Kilgore Troutem. Czy można więc twierdzić, że rzeczywiście można mówić o nim, że jest alter ego Vonneguta, skoro spotykają się w świecie realnym ? A może własnie po to się spotkali ? Odnalezienie samego siebie jak w lustrze ? Kto wie.

Zbliżając się do zakonczenia chciałbym jeszcze wspomnieć o kilku artystyczno-ideowych zabiegach, które sprawiły, że przeczytanie Śniadania Mistrzów odmieniło moje życie (co za patos !!!) czytelnicze.
Po pierwsze bardzo ciekawy wydał mi się pomysł opisania człowieka w kategoriach maszyny, napędzanej chemią i od niej uzależnionej. Pisanie o Chińczykach, jako "żółtych maszynach napędzanych ryżem", bądź o tym, jak przy pomocy rewolweru mozna "uszkodzić instalację, miechy, lub kanalizację nieposłusznego osobnika", pozwala na chwilę refleksji , czy rzeczywiście "człowiek, to brzmi dumnie" ? Warto jednak zachować pewien dystans do tej refleksji. Aby nie skończyc jak Dwayne Hoover.
Narzucenie sobie mechanicystycznej koncepcji człowieka pociągnęło za sobą także sposób opisywania pewnych zdarzeń. Takze tu Vonnegut udowodnił, że jest mistrzem. Mistrzem Precyzji. Na potwierdzenie przytoczę opis, w jaki sposób on sam zareagował na atak psa:


Moje oczy zawiadomiły o nim mózg.
Mózg wysłał do podwzgórza sygnał nakazujący mu wydzielić hormon CRF do krótkiego naczynia łączącego podwzgórze z przysadką mózgową.
Hormon CRF spowodował, że przysadka mózgowa wstrzyknęła do krwi hormon ACTH. Moja przysadka mózgowa wytwarzała i przechowywała ACTH specjalnie na takie okazje. Tymczasem zeppelin był coraz bliżej.
Część ACTH dotarła z krwią do kory mojego nadnercza, która na wypadek nagłej potrzeby wytwarzała i gromadziła glikokortykoidy. Teraz wypuściła je do krwiobiegu. Rozeszły się po całym ciele, przetwarzając glikogen w glikozę. Glikoza stanowiła pożywkę dla mięśni. Miała mi pomóc walczyć jak żbik lub zmykać jak zając.
Zeppelin zaś był coraz bliżej i bliżej
Nadnercze dało mi również zastrzyk adrenaliny. Zrobiłem się purpurowy na skutek nagłego skoku ciśnienia krwi.Pod wpływem adrenaliny serce zabuiło mi jak dzwonek alarmowy i włosy zjeżyły się na głowie. Adrenalina spowodowała również wydzielenie do krwi substancji zwiększających krzepliwośc, żebym na wypadek zranienia nie tracił życiodajnych soków.
Jak na razie wszystko mieściło się w normach działania ludzkiej maszynerii. Ale mój organizm zastosował również środek obronny, który, jak mi powiedziano, nie miał precedensów w annałach medycyny. Mogło sie tak stać na skutek krótkiego spięcia lub spalenia bezpiecznika. Faktem jest, że wciągnąłem jądra do jamy brzusznej, tak, jak samolot wciąga podwozie do kadłuba. I teraz mówią mi, że tylko zabieg chirurgiczny może je sprowadzić na miejsce

Oprócz doskonałych umiejętności opisowych odkrywamy u Vonneguta dodatkowy talent. Rysownika. Książka jest bowiem zilustrowana w stu procentach przez niego samego i zaprawdę, powiadam wam, Wiktor Zin lepiej by tego nie zrobił. Z jednej strony są one uzupełnieniem treści, jakby poglądowymi rysunkami, a z drugiej, otwierają całkiem nowe problemy, które czasem sa drążone czasem nie. Można potraktować je równiez jak słynne vonegutowskie refreny, takie jak "zdarza się" w Rzeźni numer pięć, czy "Hej ho" w Slapsticku. Pojawiaja się one tak nieregularnie, że sprawiają wrażenie, jakby były dziełem przypadku, a nie świadomym zabiegiem twórczym (podobnie jak niekonsekwentne przytaczanie wielkosci penisów wprowadzanych bohaterów). To wszystko sprawia, że kompozycja "Śniadania Mistrzów" jest całkowicie niezgodna z zasadami dobrego smaku.
I chwała jej za to.


A na zakończenie krótki konkurs: Przeczytaj uważnie tekst i odpowiedz na pytanie
Czy Kilgore Trout, główny bohater Śniadania Mistrzów jest uważany za alter ego:

  1. Kazimierza Świtonia
  2. Kurta Vonneguta
  3. Bobra

Odpowiedzi należy przesyłać do autora w terminie do 17 lipca 2092 roku. Po tym terminie rozlosujemy cenne nagrody, a wśród nich maskotkę bobra oraz maszynkę do mięsa.


Krzysztof Sucherek,
poniedziałek, 16 sierpnia 1999
Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót